Cztery lata temu:
Za oknem sypał ogromny śnieg. Ulice pozasypywanie białym puchem, który tak kocham! Święta Bożego Narodzenia zbliżają się ogromnymi krokami, a ja tylko czekam aż w końcu usiądę z rodziną przy choince i otworzymy prezenty. Może to egoistyczne na czternastolatkę ale kto nie kocha prezentów?
Spałam spokojnie kiedy nagle w domu rozległ się głośny krzyk mojego taty. Nie potrafiłam odróżnić czy płacze, czy jest przestraszony. Wyskoczyłam z łóżka i jak najszybciej mogłam pobiegłam do pokoju rodziców. To co tam zobaczyłam sparaliżowało mnie. Nie mogłam mrugnąć, ruszyć ręką, wyjść... Nic. Z zewnątrz słyszałam głuchy krzyk taty:
- Dzwoń po karetkę! Amelka! Słyszysz mnie!? - próbował ratować mamę. Od długiego czasu chorowała. Nie dało się nic zrobić.. brała leki, ale nadal miała "ataki" kiedy jej serce nagle przestawało bić a oddech automatycznie skracał się. Przeleżała w szpitalu pół roku, a kiedy lekarze oznajmili, że jest lepiej to powiedzieli, że może opuścić szpital. Było to ze dwa tygodnie temu... Bardzo się ucieszyłam, że będzie z nami, ale teraz.. wszystko prysnęło. Ocknęłam się i zadzwoniłam na pogotowie ratunkowe. Przedstawiłam sytuację starając się zachować spokój, ale cały czas patrzyłam na mamę, która leżała w bezruchu ostatkiem sił oddychając. Tata robił jej masaż serca, a we mnie zbierały się łzy. Kiedy rozłączyłam się, prędko pobiegłam do łóżka mamy. Ścisnęłam ją za ręką, a ona powoli zamykała oczy.
- Nie, mamo, spokojnie. Oni zaraz przyjadą! Otwórz oczy. Nie mów nic, nie marnuj tlenu! - kiedy jej niebieskie tęczówki prawie zniknęły za powiekami tata krzyknął na cały dom:
- Otwórz kurwa te oczy! - dalej robił jej masaż serca i dawał jej tlen. Wtedy usłyszeliśmy za oknem dźwięk syreny. Niebieskie światła pogotowia przebijały się przez mieszkania, a niektórzy siedzieli w oknach i patrzyli co się dzieje.
Zanim zdążyli przyjechać... straciliśmy ją. Zmarła. Zostawiła nas. Skuliłam się w kącie pokoju i pozwoliłam łzom wydostać się na zewnątrz. W drzwiach pojawiło się ze 4 osoby ze szpitala.
Zaczęli coś przy niej robić. Spojrzałam na jednego z nich. Podszedł do mnie i otulił ramieniem kiedy reszta podnosiła delikatne i chude ciało mojej mamy. Rude włosy spadały przez rękę mężczyzn, którzy kładli ją na noszach.
- Hej, nie płacz.. - starał się mnie pocieszać.
- A co pan by zrobił kiedy nagle pańska matka zaczęła się dusić i umierać?! - wstałam pośpiesznie i podeszłam do taty, którego koszulka mokra była od łez. Przytuliłam go najmocniej jak potrafiłam bo tego właśnie potrzebowaliśmy. Uścisnął mnie swoimi męskimi ramionami...
- Damy radę tato. Kocham Cię - wyszeptałam i puściłam tatę. Podeszłam do poprzedniego mężczyzny.
- Przepraszam... Nie powinnam tak reagować - usiadłam naprzeciwko.
- Rozumiem Cię. Też straciłem matkę... Byłem rok starszy od ciebie - rzucił mi smutny uśmiech.
- Współczuję. Przepraszam, ale muszę iść do mojego taty - wstałam i rzuciłam mu pożegnalne spojrzenie. Zauważyłam, że z kimś rozmawia, więc spokojnie poczekałam. Kiedy tylko opuścili nasze mieszkanie, obserwowaliśmy jak karetka ginie za domami, a sygnał robi się coraz cichszy..
Osunęłam się po ścianie, a tata razem ze mną. Trwaliśmy tak wtuleni w siebie, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
Dziś:
Dziś jestem rudą Gosią, która ma 18 lat. Nadal mi brakuje mamy, ale tata stara się mi ją zastąpić. Co prawda nie mogę z nim porozmawiać o chłopach czy "dziewczęcych sprawach" ale kocham go za to, że jest przy mnie, a ja staram się być przy nim.
Związałam moje rude, proste włosy (które uwielbiam) w wysoką kitkę. Założyłam na siebie kurtkę i wyszłam z domu. Niedługo na szczęście będzie przerwa świąteczna i 4 rocznica śmierci mamy.
*********
Przy szkole zatrzymał się czarny samochód a z niego wysiadł jakiś młody chłopak. Nie zainteresowałam się nim lecz jego ojcem.. Był to ten sam mężczyzna, który siedział wtedy ze mną pod chłodną ścianą...
_____________________
No to jest prolog! :-)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba i będziecie często zaglądali! <3